Retinol obrósł legendą jak żaden inny składnik. Działa, owszem, ale potrafi też zostawić po sobie pieczenie, płatki i zaczerwienienie, jeśli wejdziesz w niego zbyt ostro. Dobra wiadomość jest taka, że całą drogę da się przejść spokojnie, byle bez pośpiechu.
Co retinol naprawdę robi
To pochodna witaminy A, która przyspiesza odnowę naskórka i pobudza skórę do produkcji kolagenu. W praktyce po kilku miesiącach cera bywa gładsza, drobne zmarszczki mniej widoczne, a przebarwienia jaśniejsze. Słowo klucz to miesiące, nie dni. Skóra potrzebuje czasu, żeby przywyknąć.
Od jakiego stężenia zacząć
Jeśli nigdy nie miałaś retinolu w rękach, zacznij od niskiego stężenia, w okolicach 0,2 do 0,3 procent. Niższy procent to nie znak słabszego produktu, tylko mniejszego ryzyka podrażnienia na starcie.
- Pierwsze dwa tygodnie: nakładaj co trzeci wieczór.
- Kolejne tygodnie, jeśli skóra znosi dobrze: co drugi wieczór.
- Dopiero później, stopniowo, codziennie.
Metoda kanapki
Jeśli masz cerę reaktywną, nałóż najpierw cienką warstwę kremu nawilżającego, potem retinol, a na końcu znów krem. Bufor z obu stron łagodzi działanie i ogranicza pieczenie. Ilość produktu wielkości ziarnka grochu na całą twarz w zupełności wystarczy.
Czego nie łączyć tej samej nocy
Retinolu nie warto nakładać razem z mocnymi kwasami AHA i BHA ani z wysokim stężeniem witaminy C tego samego wieczoru. To prosta droga do przesuszenia. Rozdziel je na różne dni, a skóra odetchnie.
Filtr to nie opcja
Retinol uwrażliwia skórę na słońce, dlatego krem z filtrem w ciągu dnia jest obowiązkowy przez cały rok, nie tylko latem. Bez tego cała praca idzie na marne, a przebarwienia mogą się nasilić.
Jeśli pojawi się lekkie łuszczenie w pierwszych tygodniach, to normalna faza adaptacji. Gdy jednak skóra piecze, czerwienieje i swędzi przez wiele dni, odstaw produkt na chwilę i wróć rzadziej. Spokojne tempo zawsze wygrywa z forsowaniem.