Makijaż „no makeup" wygląda, jakby nie było go wcale — i właśnie dlatego jest trudniejszy niż mocny, wyrazisty look. Tu nie chodzi o brak kosmetyków, lecz o ich umiejętne ukrycie, tak by skóra wydawała się po prostu zdrowa i wypoczęta, a nie pokryta warstwą podkładu.
Fundament to skóra
Efekt zaczyna się na długo przed kosmetykami kolorowymi, bo świeża skóra musi mieć z czego wyjść. Dobre nawilżenie, lekki krem i odrobina rozświetlenia robią tu więcej niż gruby podkład. Zamiast pełnego krycia sięgnij po krem BB, lekki podkład albo tinted moisturizer, który wyrówna koloryt, ale przepuści naturalną teksturę skóry. Niedoskonałości tuszuj punktowo korektorem tylko tam, gdzie trzeba, zamiast pokrywać całą twarz. Klucz to powściągliwość — każdy produkt nakładasz cienko i wklepujesz, żeby wtopił się w skórę. Dobrze dobrany no makeup często wykorzystuje mniej kosmetyków niż codzienny makijaż, ale wymaga większej precyzji w ich nakładaniu, bo każdy nadmiar od razu zdradza, że makijaż jednak jest.
Kolory i akcenty
- Brwi uczesane i delikatnie wypełnione — to one nadają twarzy „obecność" bez mocnego makijażu.
- Kremowy róż wklepany w policzki i ewentualnie usta, np. od Paese czy Lovely, w cenie 20–40 zł.
- Odrobina brązowego tuszu i balsam albo błyszczyk w kolorze ust zamiast wyrazistej pomadki.
Lepszy wybór do no makeup to kremowe produkty niż sypkie pudry — wtapiają się w skórę i wyglądają naturalniej.
Czego nie przesadzić
Najłatwiej zepsuć ten look nadmiarem pudru i mocnym konturowaniem, które od razu krzyczą „makijaż". Ostre, wyrysowane brwi i intensywny róż też wybijają z naturalnego efektu. Mniej wyraźne, miękkie wykończenie zawsze wygląda świeżo, a celem jest skóra, która wydaje się dobrze wyspana, a nie twarz pokryta dziesięcioma produktami udającymi ich brak.