makijaż

Makijaż, który przetrwa upał: na ślub, festiwal i 30 stopni

Upały, śluby i festiwale to test dla makijażu. Sprawdź, jak nałożyć go tak, żeby nie spłynął razem z potem o szesnastej.

Makijaż, który przetrwa upał: na ślub, festiwal i 30 stopni

Czerwiec dobiega końca, a termometry w Warszawie i Krakowie od kilku dni pokazują grubo ponad 30 stopni. To właśnie teraz makijaż zaczyna żyć własnym życiem: podkład zbiera się w zmarszczkach mimicznych, kredka rozjeżdża się pod dolną powieką, a po dwóch godzinach na weselu w plenerze zostaje błyszcząca maska zamiast świeżej cery. Sezon ślubów, festiwali typu Open'er czy Audioriver i całych dni spędzanych na powietrzu wymaga zupełnie innego podejścia niż makijaż na chłodny marzec.

Skóra najpierw, makijaż potem

Najtrwalszy makijaż zaczyna się tam, gdzie go nie widać. Jeśli skóra jest odwodniona i przetłuszcza się w strefie T, żaden podkład długo nie wytrzyma. Rano warto postawić na lekki krem nawilżający na bazie wody, a dopiero po nim sięgnąć po bazę pod makijaż. W upale matujące primery z silikonami sprawdzają się lepiej niż rozświetlające — te ostatnie w 35 stopniach potrafią dać efekt spoconej twarzy już o jedenastej.

Osobna kwestia to filtr. Krem z SPF i baza pod makijaż to dwa różne produkty i nie ma sensu z jednego rezygnować na rzecz drugiego. Nakładaj filtr jako pierwszy, daj mu wsiąknąć przez parę minut, a potem dopiero bazę. Jeśli planujesz cały dzień na słońcu, weź ze sobą filtr w sprayu lub w sztyfcie — dorzucisz go na podkład w południe bez rozmazywania całej pracy.

Mniej znaczy dłużej

Największy błąd przy upalnej pogodzie to nakładanie kolejnych warstw, żeby ukryć niedoskonałości. Im grubsza warstwa, tym szybciej się zlewa i osadza w porach. Lepszy wybór to lekki podkład albo krem BB nałożony cienko gąbką, a punktowo — korektor tylko tam, gdzie naprawdę trzeba. Skóra może być widoczna, to nie jest wada.

Do utrwalenia świetnie działa technika "baking": po podkładzie nakładasz cienko korektor pod oczy i na strefę T, przysypujesz sypkim transparentnym pudrem, czekasz dwie minuty i strzepujesz nadmiar dużym puszystym pędzlem. Brzmi jak fanaberia z social mediów, ale w praktyce kupuje dodatkowe dwie–trzy godziny zanim makijaż zacznie się "rolować". Polskie marki jak Paese czy Eveline mają sypkie pudry w cenie 20–35 zł, które robią dokładnie to samo co dużo droższe odpowiedniki.

Oczy i brwi bez paniki

Klasyczna kredka i zwykły tusz to przepis na czarne smugi po pierwszym tańcu. W lecie przejdź na wersje wodoodporne — szukaj na opakowaniu napisu "waterproof". Tusz wodoodporny od Maybelline czy L'Oréal kosztuje 35–55 zł i naprawdę robi różnicę, gdy na weselu zrobi się wzruszająco. Brwi najlepiej utrwalić przezroczystym żelem zamiast mocno pigmentowanej pomady — w upale pomada potrafi się rozpuścić i "spłynąć".

  • Cienie w kremie utrwalaj cienką warstwą sypkiego cienia w podobnym odcieniu — same w sobie zbierają się w załamaniu powieki.
  • Eyeliner w płynie wybieraj w wersji długotrwałej, a kreskę rób cienką; gruba i tak się rozjedzie przy poceniu.
  • Jeśli masz tłustą powiekę, baza pod cienie to nie luksus, tylko konieczność — bez niej każdy cień zniknie w godzinę.

Usta i policzki: postaw na pigment, nie na połysk

Błyszczyki w 30 stopniach przyklejają włosy do ust i zbierają kurz festiwalowego pola — to nie jest dobry pomysł na całodzienne wyjście. Zamiast tego sięgnij po matowe pomadki w płynie albo tinty do ust i policzków. Tint wmasowany w policzki daje naturalny rumieniec, który nie schodzi razem z potem, bo wnika w skórę zamiast leżeć na wierzchu. Róż w pudrze nałożony na utrwalony podkład trzyma się gorzej niż kremowy czy płynny wmasowany pod puder.

Jest jeden haczyk: matowe pomadki w upale potrafią wysuszyć usta i podkreślić każdą zmarszczkę, zwłaszcza jeśli pijesz mało wody. Dlatego pod tint warto wklepać odrobinę balsamu i odczekać minutę, zanim nałożysz kolor.

Mała kosmetyczka na ratunek

Nawet najlepszy makijaż w lipcowy dzień będzie potrzebował poprawki. Nie chodzi o to, żeby nakładać wszystko od nowa — wystarczy spryskać twarz mgiełką utrwalającą, przyłożyć (nie pocierać) bibułki matujące do strefy T i odświeżyć kolor na ustach. Trzy rzeczy, które warto mieć w torebce na weselu czy festiwalu: bibułki matujące, mini tusz lub tint oraz mgiełka utrwalająca w małym flakonie.

A co z dniami, kiedy w ogóle nie chce ci się malować? Czasem najlepszą decyzją jest filtr, wytuszowane rzęsy i tint na usta — pięć minut, a wyglądasz świeżo i nic nie ma prawa się rozmazać o szesnastej.