Każda z nas ma w szufladzie przynajmniej jedną paletę cieni, z której realnie używa dwóch, trzech kolorów, a reszta nigdy nie została tknięta. Kolorowe palety wyglądają kusząco w sklepie, ale na co dzień sięgamy po neutralne, uniwersalne odcienie. Dobór palety to sztuka kupowania tego, czego faktycznie będziesz używać, a nie tego, co najładniej wygląda na zdjęciu.
Co naprawdę się przyda
Dobra paleta na start to zestaw neutralnych, matowych i lekko satynowych odcieni: jasny bazowy, średni do wcierania w załamanie powieki i ciemniejszy do pogłębienia kącika. Takie kolory budują codzienny, naturalny makijaż i pasują do każdej okazji. Tony brązu, beżu, taupe i delikatnej czerwieni sprawdzają się niemal na każdej karnacji i przy każdym kolorze oczu. Dopiero gdy opanujesz bazę, warto dokładać kolory. Kupowanie palety z dwunastoma intensywnymi odcieniami, zanim nauczysz się robić podstawowy makijaż oka, to najczęstszy sposób na wyrzucenie pieniędzy — większość tych kolorów wyschnie nietknięta. Mała, dobrze przemyślana paleta neutralna pracuje ciężej niż wielka, kolorowa.
Kolory pod oczy
- Niebieskie oczy podkreślają ciepłe brązy, miedź i odcienie brzoskwini.
- Zielone i orzechowe ożywają przy śliwce, burgundzie i ciepłej terakocie.
- Brązowe oczy znoszą niemal wszystko — od złota po głęboką zieleń.
Lepszy wybór na start to mała paleta neutralnych odcieni niż duża, kolorowa, z której i tak użyjesz dwóch kolorów.
Matowe czy z połyskiem
Matowe cienie są uniwersalne i wybaczają błędy, satynowe rozświetlają powiekę, a brokatowe sprawdzają się głównie na wieczór. Powieka dojrzała i z drobnymi zmarszczkami lepiej wygląda w cieniach matowych i satynowych, bo mocny brokat osadza się w załamaniach i podkreśla je. Dobre, pigmentowane cienie znajdziesz u Paese, Inglot czy Catrice w cenie 25–60 zł za paletę, więc nie trzeba przepłacać, żeby mieć kolory, które dobrze się rozcierają.